Data: Środa, 19 Luty 2020 Imieniny: Konrada i Arnolda

Z trzeciej ręki

Tragedia hodowcy

Przez gazownię straciła kaktusy!

Przez gazownię straciła kaktusy!Pani Wanda F., emerytowana kucharka zamieszkała w naszej miejscowości, przez lata zajmowała się swoją pasją, jaką stały się kaktusy. Zdobywała nawet medale i wyróżnienia na krajowych wystawach tych kolczastych roślin. Niestety kilka dni temu stała się tragedia.

Pani Wanda jak co czwartek przygotowywała się do podlewania kaktusów. Przez dziesięcioletnie doświadczenie medalowego hodowcy wiedziała, że podlewanie raz w tygodniu, do tego w samo południe, to gwarancja wzrostu, koloru i okazałych kolców. Feralnego czwartku, gdy już mała metalowa konewka była w rękach kobiety, zaś w kuchni na gazie gotowała się woda na herbatę (zieloną, co po pierwsze zdrowa, a po wtóre w kolorze ulubionych roślin), zadzwonił telefon. Stacjonarny. Pani Wanda odstawiła konewkę i odebrała go. Okazało się, że połączenie to zmieniło życie pani Wandy w koszmar. Czwartkowy koszmar. Teraz, aby oddać jak najwięcej z tej smutnej opowieści, warto dać głos miłośniczce kaktusów: „Odebrałam telefon. Jakaś urzędniczka z gazowni powiedziała, że chyba kradnę gaz, bo od pół roku moje rachunki znacznie spady i że chyba właśnie kombinuję. Zdenerwowałam się niezmiernie tymi oszczerstwami. Próbowałam się tłumaczyć, że od zeszłej zimy mam w domu kominek i mniej grzałam w zimę dom, gazem właśnie, i że stąd mniejszy pobór. Nie przekonało to pani z gazowni, gdyż powiedziała, że za kila dni przyjedzie specjalna komisja, która sprawdzi moją instalację. Powiedziała też, że za kradzież gazu grożą wysokie kary. Nawet dziesięć i więcej tysięcy złotych. Przeraziłam się i zezłościłam okropnie. Ja uznana za złodziejkę! Czajnik w kuchni zaczął gwizdać, a ja zdenerwowana, nie dość, że odłożyłam niekulturalnie słuchawkę, to wzięłam do ręki czajnik z gorącą wodą i przez roztargnienie oraz złość nie myślałam. Zamiast zalać szklanki z herbatą, poszłam do pokoju i podlałam wrzątkiem kaktusy! Przez tę cholerną babę z gazowni straciłam wszystkie. Jak teraz przyjdzie inkasent czy inny „gazor”, to nie wpuszczę i psem poszczuję. Może nawet ich do sądu podam”. I jeszcze na koniec podała mi Pani Wanda zdjęcie tuż sprzed tragedii. Zdjęcie przedstawiające wielokrotnie nagradzane cuda.

Tak właśnie przedstawia się smutna historia pani Wandy. Pisząc ten artykuł, smutny niezmiernie, cały czas mam w głowie szklące się oczy niemłodej już kobiety. Mam nadzieję, że jednak uda się emerytowanej kucharce wznowić hodowlę i że znowu pielęgnowane przez nią kaktusy zasłyną w kraju jako najpiękniejsze i najbardziej kolczaste. A gazownia? Mam nadzieję, że poniesie zasłużoną karę.

GAŚ, 27 X 2013