Data: Środa, 19 Luty 2020 Imieniny: Konrada i Arnolda

Z trzeciej ręki

Niecodzienny finał sobotniego spaceru

Pies ze schroniska znalazł trufle!

Pies ze schroniska znalazł trufle!Wrzesień to ulubiony nie tylko przez grzybiarzy miesiąc. Najczęściej zapełniają oni swoje koszyki czy wiaderka podgrzybkami, borowikami, koźlarzami czy kurkami. Niekiedy też trafi się prawdziwy rodzynek, czyli rydz. Jednak rydz nie jest najbardziej pożądanym przez smakoszy grzybem. Wiedzą o tym restauratorzy, serwując swoim klientom (tym z dużą ilością zer na koncie) grzybowy specjał — trufle, które uważane są za najdroższe grzyby. Kilogram tego delikatesu wart jest co najmniej kilka tysięcy złotych. Jednak w Polsce grzyby te uznawane są za wymarłe, mimo że kilkanaście lat temu na południu kraju znaleziono kilka sztuk trufli letniej. Tak było do niedawna… W pierwszy z wrześniowych weekendów jeden z mieszkańców naszej miejscowości (woli pozostać anonimowy, na potrzeby artykuły występuje jako pan Andrzej) znalazł w naszym lesie — Lesie Chlebowskim trufle. Znalazł to niewłaściwe słowo, gdyż szlachetne dary ziemi znalazł pies, który także na potrzeby artykułu wabi się inaczej — Azor. Warto teraz oddać głos panu Andrzejowi: „Wybrałem się z Azorem na spacer. Chciałem zobaczyć, czy ci quadowcy wciąż niszczą nasz las. A z psem — wiadomo — bezpieczniej. Wziąłem ze sobą też telefon, taki z aparatem, aby zrobić jakieś fotki tym cholernym quadowcom i mówiąc kolokwialnie — podpierniczyć ich na policji czy u leśniczego. Ale jakoś tych moto-diabłów nie mogłem spotkać. Szliśmy z Azorem już dobre dwie godziny, gdy psina nagle zaczęła węszyć i po chwili kopać obok wielkiego drzewa, dębu chyba. Chciałem zabrać psa, aby nie niszczył lasu. Ale tak na mnie warknął, że zrezygnowałem. Azor kopał z pięć minut. Nagle przestał i zaczął merdać ogonem. Chciał mnie coś pokazać. I pokazał… Jakieś dziwne nieduże kulki. Wyglądało to jak jakieś dziwaczne grzyby. Zapakowałem je do reklamówki i poszedłem do domu. Byłem ciekawy, co to za grzyby. O ile to grzyby. Po przyjściu do domu zerknąłem w atlas grzybów, potem w drugi i w końcu w Internet. I okazało się, że Azor znalazł trufle!”. To tylko część z dłuższego monologu pana Andrzeja. Nie cytujemy całego, gdyż pan Andrzej nie chce być rozpoznany, zaczął się bać…

W całej historii trufli znalezionych w Lesie Chlebowskim najciekawszy jest wątek Azora (przypominam, że imię to zostało wybrane na potrzeby artykułu). Azor — nie podamy jego rasy czy wieku — jest w rękach pana Andrzeja od kilku lat. Psinę tę wziął ze schroniska, gdzie została ona oddana przez policyjne służby. Azor nie jest i nie był psem policyjnym. Był psem gangstera, włoskiego gangstera, który zajmował się, poza przemytem narkotyków, także przemytem i poszukiwaniem trufli. „Zawodowe” losy włoskiego gangstera wygnały do Polski (obecnie odsiaduje on długoletni wyrok w jednym z polskich więzień); wraz z nim przyjechał i Azor. Pies, który od małego szkolony był jako poszukiwacz trufli. W Polsce psu powodziło się znacznie gorzej — pieskie życie — podobnie jak i jego włoskiemu panu. Po aresztowaniu włoskiego mafiosa pies wylądował w schronisku. Policjanci stwierdzili, że nie nadaje się on pracy w resorcie. I ze schroniska psinę przygarnął pan Andrzej. Jak widać psi emigrant odwdzięczył się swemu wybawcy w sposób nadzwyczaj niespodziewany.

Przytaczając historię włoskiej psiny wyszkolonej w poszukiwaniu trufli, należy zaznaczyć, że w naszym kraju grzyby te są objęte ścisłą ochroną gatunkową. Mimo że podobno nie istnieją. Ale jak widać polskie prawo przygotowane jest i na takie okoliczności. Pan Andrzej jednak, jak przystało na właściciela psa wychowywanego przez rasowego gangstera, nie przejął się zakazami i znalezione cztery trufle dodał do jajecznicy.

GAŚ, 12 IX 13