Data: Środa, 19 Luty 2020 Imieniny: Konrada i Arnolda

Z trzeciej ręki

Czy możemy liczyć na prywatność?

Afera podsłuchowa w lokalnej skali

Afera podsłuchowa w lokalnej skaliNiemal bezpowrotnie minęły już echa kilku ogólnopolskich afer podsłuchowych. Informacja, nawet ta najbardziej sensacyjna czy wartościowa, w dobie internetowych łączy ma krótki żywot. Umiera czy też zdycha już po kilku dniach. Nie inaczej zapewne będzie z kolejną nieprawdopodobną na pozór informacją, że ofiarami afery podsłuchowej byli także i pęciczanie, a ściślej członkowie Rady Sołeckiej, którzy to zostali nagrani w grudniu 2013 roku podczas zebrania w jednym z komorowskich lokali. Głównym tematem rozmów miały być przygotowania do spotkania wigilijnego, ale jak się okazuje po analizie nagrań, tematyka była bardziej różnorodna. Poniżej publikujemy całą nagraną treść owego spotkania. Ze względu na ochronę danych osobowych, choć co bardziej pojętni będą wiedzieć, kto jest kim, każdy z nagranych głosów otrzymał oznaczenia znane z matematyki — panowie: X., Y, Z i Tangens. Jako pani Całka pojawia się kelnerka, która stała się zapalnikiem afery podsłuchowej w lokalnej skali. Do dziś nie wiadomo, na czyje zlecenie pracowała. Szczegóły śledztwa będą znane w późniejszym terminie, choć według niepotwierdzonych informacji sprawa wkrótce bez zbędnego rozgłosu zostanie umorzona.

Całka: Dobry wieczór. Podać coś?
X: Dobry wieczór. Może cztery herbaty. Dwie zielone i dwie czarne. Na razie to wszystko. Y: Całkiem niezła ta kelnerka, musicie przyznać panowie… A jak się pochyliła nad stolikiem to…
Tangens: Oj, niech pan przestanie. Nie przyszliśmy tu gadać o babkach, ale o czymś ważniejszym…
Z: Panowie, Y ma rację… Niezła, ale cóż… Pora przejść do sedna…
X: Mamy już kupione prezenty i mamy też Mikołaja…
Tangens: Prawdziwego?
X: Prawdziwy jak obietnice wyborcze… [słychać było śmiech z własnego, dobrze opowiedzianego dowcipu, po czym na kilkanaście minut nagranie jest bardzo niewyraźne, by nagle znów można było rozpoznać nie tylko pojedyncze słowa, ale i dialog zgromadzonych]
Y: To cieszę się, że w końcu znalazł pan czas na porządną lekturę… [takie zdanie jako pierwsze padło, gdy sprzęt szpiegowski na nowo zaczął działać]
Z: Cóż… czytałem i lepsze książki… Muszę przyznać, że jednak współczesna literatura wciąż nie do końca mnie przekonuje.
X: Ja też ostatnio wróciłem do czytania. Chciałem porównać, jak ma się serial „Kariera Nikodema Dyzmy” do pierwowzoru literackiego.
Tangens: I jakie wnioski?
X: Cóż, najbardziej zafascynował mnie nie tyle język Dołęgi-Mostowicza, ale pomysł…
Tangens: Jak to powiedziałby zapewne po raz wtóry Gombrowicz, kolejny pierwszorzędny pisarz drugorzędny. [słychać w głosie coś więcej niż nutkę samozadowolenia]
Z: Właśnie, kariera… Jak tak wspominacie panowie o Dyzmie, to może byśmy coś zmienili. I nie chodzi tu o Mikołaja, który na naszym spotkaniu ma rozdawać podarki… [ostatnie zdanie wypowiedziane cichym głosem]
Y: Ostatnimi czasy zafascynowałem się klasycznymi dziełami mówiącymi o utopii i nieco natknęło mnie to na zmiany. Także w naszej wsi. W naszym sołectwie…
X: Niech pan mówi jaśniej… Y: Może byśmy tak stworzyli własnego Dyzmę czy może polityka z prawdziwego zdarzenia… Tak, by o naszej miejscowości było głośno. Próżne, ale i może byśmy mogli działać skuteczniej niż wszelkie ekipy rządzące…
Z: Kiedyś zastanawiałem się, czy nie kandydować na wójta, ale, ale to nie to, drodzy panowie… Trzeba by spróbować inaczej, w szerszej skali… [po raz kolejny, tym razem na dwie minuty, aparatura nagrywająca odmówiła posłuszeństwa]
Tangens: A właśnie niedługo wybory do parlamentu europejskiego, może byśmy tak zgłosili swojego kandydata… X jako ktoś najbardziej znany by się nadał… Coś by się działo…
Z: Może i byśmy nie wygrali, ale by było o nas głośno… To by się zdziwili w gminie.
X: Ależ panowie… Ja to nie bardzo… U nas to mogę działać, ale tam w Brukseli to i języki trzeba znać, i kilka garniturów w szafie. A wiece, że ja wolę drelichy… A może, a może… Tangens.
Tangens: Ja?
X: Głupi nie jest. Wysłowić się potrafi, dzieciaki w domu nie płaczą…
Y: Ale trzeba by było drogiego Tangensa lepiej uczesać… [słychać śmiech kilku głosów i zbliżające się kroki]
Całka: Podać coś jeszcze? Mamy pyszną świeżo mieloną kawę prosto z Kolumbii.
Tangens: Ja tam preferuję kakao… [słychać głośny śmiech i udawany kaszel]
Całka: To może przyjdę później… [słychać oddalające się kroki]
Y: Po co ta pani znowu się pochyliła… Dziwne… Prowokuje nas?
X: Coś poprawiała przy serwetce…
Z: I co robimy z kandydaturą? Ja mogę załatwić tanią drukarnię, mielibyśmy plakaty, no i byśmy mogli zrobić nieco szumu w Internecie… mamy stronę, jest i Facebook…
Tangens: Oj… Nie mam żadnego doświadczenia nawet w lokalnej polityce… Może gdybyśmy tak zaczęli działać krok po kroku… Wystawilibyśmy, nawet i mnie, do wyborów na członka rady gminy w listopadzie 2014 roku, potem może wójt, a za parę lat i Bruksela… Tylko żeby to na razie nie wyszło poza nasze grono. Spokój i cierpliwość.
X: Hm, całkiem niezła myśl… Ale co na te plany powiedzą nasz obecny radny i nasz wójt. Czy czasem nie będą chcieli wykończyć konkurencji…
Y: Nie wydaje mi się, żeby byli zdolni do niecnych czynów. Chociaż i musimy działać jak w konspiracji. Cisza i spokój. Może jeszcze herbatę?

Zdanie „Może jeszcze herbatę?” było ostatnim, do jakiego udało się nam dotrzeć. Według naszej anonimowej informatorki posłuszeństwa odmówiła bateria… Możemy tylko snuć domysły, do jakich wniosków doszli podsłuchiwani członkowie rady sołeckiej. Co jeszcze — wszystkie nagrane zdania czy słowa zacytowano w stu procentach zgodnie z tym, co zapisano na karcie pamięci — oczywiście poza pseudonimami. Okazuje się, że w przeciwieństwie do polityków z wyższych sfer, pęciczanie nie używali wulgaryzmów i do swoich oponentów odnosili się z szacunkiem, do tego rozmowa może świadczyć nie tyle o elokwencji, ale większej niż elementarnej znajomości kultury. Chwaląc to, należy żałować, że takie standardy nie obowiązują w świecie polityki znanej milionom Polaków.

GAŚ, 17 X 2014