Data: Środa, 19 Luty 2020 Imieniny: Konrada i Arnolda

Z trzeciej ręki

Ranae Piscesus Gypinaeus

Żabołów sępopióry, czyli przyroda zapomniana

Żabołów sępopióry, czyli przyroda zapomnianaMieszkańcy Pęcic Małych, zwłaszcza ci kochający przyrodę, wiedzą, że tereny otaczające naszą miejscowość są arcyciekawe pod względem przyrodniczym. Lasy, łąki, torfowiska, bagniska, zbiorniki i cieki wodne, sady, pola, stare ogrody... Można by wymieniać długo. Wiedzą o tym amatorzy fotografii, którzy potrafią godzinami wyczekiwać czy poszukiwać ujęć bobra, jastrzębia, pliszki czy wydry. Podczas porannego, majowego spaceru jeden z lokalnych pasjonatów przyrody, uzbrojony w wojskową lornetkę, dostrzegł na torfowiskach leżących przed ujściem Utraty do zalewu, ciekawy i nieznany mu okaz ptaka. Brodzącego drapieżnika. Na szczęście dla nauki, i dla naszego portalu, owy miłośnik przyrody miał ze sobą coś jeszcze. Doskonały aparat marki Zenith wyposażony w solidny i klasowy obiektyw. I dzięki temu udało się zrobić kilka zdjęć, które po wywołaniu wzbudziły niemało zamieszania, gdyż uwieczniony ptak nie był ani bocianem, ani czaplą, ani innym znanym z polskiego nieba.

Miłośnicy przyrody z pewnością słyszeli o szacownej instytucji, jaką jest Kurpiowski Uniwersytet Przyrodniczo-
-Pszczelarski w Ostrołęce. Nasz fotograf wysłał więc zeskanowane zdjęcie nieznanego ptaka do jednego z zaprzyjaźnionych profesorów, z pytaniem, jakie to cudo wędrowało po torfowisku. I okazało się, że tym cudem był ptak znany pod łacińską nazwą Ranae Piscesus Gypinaeus, który to, według słów profesora, ostatnio widziany był w kraju w roku 1914. Według podręczników Ranae Piscesus Gypinaeus wyginął wskutek działań wojennych podczas pierwszego ze światowych konfliktów. Ostatnie miejsce lęgowe na Mazowszu datowane jest na rok 1913. Jakże wielkie zdziwienie wywołał fakt, że żabołów sępopióry, bo tak brzmi polska i zapomniana nazwa, został uwieczniony na kliszy.

Jak można jeszcze wyczytać w starych podręcznikach przyrody: „(…) Ptak ten do niedawna występował (niezbyt licznie) na terenach podmokłych sąsiadujących z lasem. Jego ulubionym pokarmem były żaby, nie gardził także ropuchami (był uodporniony na ropusze toksyny), kretami, myszami, nornicami i grzybami z gatunku Boletaceae [borowików — przyp. aut.]. Przypuszcza się, że Polska była dla żabołowa sępopiórego tylko krajem lęgowym. Na okres zimowy odlatywał najprawdopodobniej na Półwysep Krymski. (…) Rozpiętość skrzydeł ptaka wynosiła 150-180 cm, długość ciała dochodziła do 65-70 cm, zaś masa nie przekraczała 1500 gramów. W dawnej Polsce, ze względu na podobieństwo do ptaków z rodziny sępów, spotkanie żabołowa uznawano za zły omen, gdyż przypuszczano, że jest on padlinożercą. Co nie jest prawdą”. Profesor z KUP-P w Ostrołęce sądzi, że być może populacja ptaka uznawanego za wymarłego, „wskrzesiła się” dzięki jakiemuś tajemniczemu filantropowi z krajów arabskich, który to w swoim prywatnym ZOO może mieć jeszcze więcej zwierząt uznawanych w Europie za wymarłe i które to czasem dla kaprysu, bo bogatemu wszystko wolno, wypuszcza do środowiska naturalnego.

GAŚ, 20 V 2013