Data: Środa, 19 Luty 2020 Imieniny: Konrada i Arnolda

Z trzeciej ręki

Odtrutka czy coś więcej

Kot mrówkojad

Kot mrówkojadHistoria tego niepozornie czy nawet opłakanie wyglądającego kota należy nie tyle do tragicznych, ale i niezwykłych. Kociak ten stał się ofiarą ludzkiego zaniedbania i wpadł do wanny pełnej smarów i innych nieczystości, jakie zostawił domorosły mechanik czyszczący silnik i skrzynię biegów zabytkowego motoroweru marki Jawa. Na szczęście szybka reakcja właścicieli kotki pozwoliła na uratowanie życia. Kilka kąpieli w wodzie z detergentami (szampon plus płyn do mycia naczyń) i „zabiegi fryzjerskie” pozwoliły zwierzęciu na przeżycie, mimo nieciekawego wyglądu i zatrucia ropopochodnymi substancjami. Na szczęście kocia sierść odrasta szybko niczym wąsy wędkarza, więc za kilka tygodni kot powinien wrócić do formy, o ile nie złapie przeziębienia.

W całej tej historii nie jest najistotniejsza ludzka głupota, nie jest też ważna kocia ciekawość, jaka skierowała jego (jej właściwie) kroki do wanny z chemikaliami. Właścicielka kota, pewna emerytka z naszej wsi, zauważyła, że wraz z kąpielą diametralnie zmieniły się nawyki żywieniowe jej pupilki. Owszem, ciągle zajada się suchą karmą przegryzaną sardynkami, myszami i żółtym serem, ale także kotka zaczęła jeść mrówki! Czarne czy czerwone — nie ma to dla sympatycznej kotki znaczenia. Czy to trauma czy może coś innego? O to spytaliśmy cenionego weterynarza, który z obawy o reputację i życie wolał nie podawać swego nazwiska: „Panie redaktorze. W opisywanym przypadku nie uważałbym faktu, że ta śliczna poniekąd kotka zajada się mrówkami za nietypowy. Bardziej stawiałbym na teorię głoszącą, że dieta bogata w kwas mrówkowy i delikatne mrówcze białko jest w tym przypadku odtrutką na toksyny, jakie dostały się do organizmu nieszczęsnego stworzenia. Widać więc, że instynkt zadbał o zdrowie zwierzęcia. Śmiem twierdzić, że gdyby nie pochłaniane w ogromnych ilościach mrówki, to kotka nie pożyłaby zbyt długo. Nie mamy ma ten temat naukowych dowodów, ale możemy się domyślać; choć jest też inna teoria uniwersytetu zoologicznego z Medellin w Kolumbii, że część europejskich kotów o umaszczeniu podobnym do żbika ma w sobie kilka procent genów identycznych jak mrówkojady. Ale ja osobiście mam nieco wątpliwości, gdyż to pierwszy kot mrówkojad, jakiego spotkałem, chociaż słyszałem o króliku myszołowie. Trzeba się cieszyć, że kot ma się dobrze i mieć nadzieję, że w dłuższym okresie dieta oparta na kwasie mrówkowym i mrówczym białku nie wywoła skutków ubocznych”.

Cóż… trzeba zgodzić się z weterynarzem i liczyć, że „dieta mrówczana” okaże się prawdziwą dietą cud.

GAŚ, 19 III 2014